Krzesełko do karmienia nabyłam jakiś czas temu. Podobno pochodzi z początku XX wieku, i było w pewnej rodzinie od nowości. Dźwigało na sobie ciężar kilku pokoleń radosnych, wiercących się, skrobiących je ząbkami, czy też marudzących dzieci. Czy to prawda? Wie jedynie poprzedni właściciel krzesła. Kupiłam je w stanie baaardzo dobrym jak na tyluletnią żywotność, a za śmiesznie małe pieniądze. Nie wymagało nawet odświeżania, ale niestety kolor...nie odpuściłam, i starłam czerwoną bejcę...starłam-łatwo napisać.W rzeczywistości była to kilku tygodniowa walka przy pomocy papieru ściernego, najpierw nr100, ale okazał się za drobny, najlepiej sprawdził się 80, momentami 60.Na koniec 100 się przydał-głównie przy doszlifowywaniu w kątach między rurkami. Gdyby to był prosty mebel typu stół np. ale to ustrojstwo ma tyle rureczek, zagięć i kącików że głowa boli. No i fakt pylenia...tylko głupek robił by to w łazience, i tym właśnie głupkiem ja jestem, ale co tam,
się posprzątało, i jest jak dawniej. Wracając do krzesełka.U jego podstawy jest blat, ponieważ jest rozkładane, w ten sposób, że zgina się je w pół, nóżki razem z blatem idą do góry, i dziecko ma siedzisko i stoliczek do zabawy, rysowania itp.Ja ten blat odkręciłam, a właściwie mąż mój, i albo przykręcimy na to miejsce jakiś nowy, albo zetrę i pomaluję ten oryginalny. Zatem nie wszystko jeszcze skończone, jednak już się nie mogłam doczekać, żeby tym dziełem się pochwalić, może nie koniecznie ze względu na efekt, jest jaki jest, ale tyle się nad nim napociłam, że hoho.
Stan wyjściowy:
Starta bejca- dałam rade tylko do takiego stopnia.wymiękłam, i w dodatku nie udokumentowałam łysego mebla, ale znalazłam fotę z modelką w gratisie;)
No i teraz hit- wyfrezowałam je!A że krzywe i jakieś niedorobione, to już nie ważne.Jak na mnie chyba lepiej wyjść nie mogło...a może mogło?
Tu początkowy zarys
a tu pogłębiony i wyrównany i pomalowany frez, oraz krzesełko
W pełnej krasie. Początkowo chciałam po prostu je pobielić, dlatego ścierałam je bardzo dokładnie, no i bez sensu się aż tak męczyłam, bo i tak stwierdziłam, że pomaluje je całkowicie na biało. Wyszedł mi (choć nie zamierzony-nie w tym stopniu) efekt przecierki.
A tu pierwszy raz księżniczka, na swoim wymalowanym i odpicowanym tronie. Jeszcze nawet w pidżamce:D
Jak widać jej się podoba, a to najważniejsze.