Postanowiłam sobie w tym roku stworzyć własną kolekcję świąteczną, taką moją domową prywatną, za to przygotowaną ze starannością, przemyślaną, by kolory ze sobą współgrały i wszystko było utrzymane w jednym klimacie. Chciałam też, by przywoływała wspomnienia z dzieciństwa, rozbudzała wyobraźnię i tę zapomnianą już przez nas dorosłych magię świąt.
Nieodzownym w tym temacie są i zawsze były dla mnie biało czerwone regularne paski. Prosty wzór, jednak niezwykle elegancki jak i nastrojowy, u mnie zarezerwowany tylko na czas Bożonarodzeniowy i czasem letni marynistyczny. Uwielbiam zwłaszcza w połączeniu z szarością i bielą.
No więc ruszyła maszyna wieczorem ospale, by już po chwili tempa przyspieszyć i zasuwać na najwyższych obrotach. Powstały poduszki ze swetrów, kupionych w sh. To były prawdziwe zdobycze.Wzory jak z norweskiej bajki. Zaraz po nich z rękawów skarpety świąteczne, w których od św. Mikołaja dzieci znalazły słodkie, skrzata i podobną mu laleczkę, ale o niej przy okazji kącika Rozalii.
Z marynistycznego koła ratunkowego powstał wieniec-stroik, dodałam tylko szyszkę ze sklepu chińskiego a koło nabrało zupełnie nowego klimatu. Do kącika Ignasia dołączył łoś Rozalii, jako świąteczny akcent, ale pokażę w całości, jak będę miała dostęp do obiektywu o szerszym polu widzenia. W planach mam zrobić takiego podobnego skrzata, do tego na zdjęciach, ale planów mam mnóstwo, a czasu na to mniej.
Skrzat pochodzi z Netto. Kocham go :D









