poniedziałek, 20 marca 2017

Konkurs!!!

Hip hip hurra! Komputer naprawiony, mogę pisać! Kochani,przybywam dziś do was z obiecanym konkursem! 
Do wygrania są dwa uszyte przeze mnie miśki. 
Żeby wziąć udział w zabawie trzeba spełnić tylko 4 poniższe warunki:

1. Odpowiedzieć na pytanie: 
który wpis na moim blogu spodobał wam się/zainspirował was najbardziej, i dlaczego?
2. Polubić fan page bloga na Facebooku ( klik )
3. Udostępnić zdjęcie z informacją o konkursie u siebie na blogu, oraz na swoim Facebooku
4. Jeśli jeszcze nie jesteś obserwatorem bloga, to dołączyć do grona jego obserwatorów w bloggerze lub w Google+ (opcja dla tych którzy mają konto w Google+ lub na bloggerze)

Odpowiedzi piszcie w komentarzach pod tym postem, oraz na Facebooku pod postem konkursowym.
Konkurs trwa 10 dni od teraz- czas start!
Wygrywa ten, którego odpowiedź najbardziej mnie kopnie do tworzenia kolejnych wpisów ;) 
W konkursie przyznaje 1 pierwsze oraz 1 wyróżnienie. Zwycięzca pierwszego miejsca ma prawo wyboru misia, natomiast osoba wyróżniona otrzymuje drugiego misia ;)
To co? Bawimy się!


niedziela, 12 marca 2017

Wiosna 2017

Moi kochani, taki króciutki szybciutki wiosenny wpis.
Ptaki śpiewają, dziecko ząbkuje, komputer choruje, klawiatura nie chce współpracować, a ja nie nadążam za pomysłami i inspiracjami. Zapisuję je pomiędzy mieszaniem w garach, a bieganiem od jednego do trzeciego dziecka;)
Stąd ta dwutygodniowa luka w postach. Tzn. głównie ze względu na problemy techniczne z komputerem.
Wiosna to taki wyjątkowy czas, hmmm jakby to określić, no dla mnie to czas szeroko pojętego grzebania. Grzebiemy w garderobie, we wiosennych dodatkach wnętrzarskich, grzebiemy w ogródkach i na balkonach, grzebiemy na szmatach ( czyt. w second handach) w poszukiwaniu różnych wiosennych tkanin, ubrań, grzebiemy w internecie w poszukiwaniu inspiracji wiosennych, a także w swoich domowych zasobach. Dzieci mogą wreszcie grzebać w piasku, a ja siedzę i grzebie w ... moich szyciowych szpargałach;). Uczę się szyć przeróżne rzeczy, szyje dniami i nocami, kiedy tylko dzieci i czas mi na to pozwolą. Nie od razu Rzym zbudowano, ale niebawem pokażę wam wynik mojej pracy. Zapowiadam też w związku z tym uwaga uwaga...mały konkurs/rozdanie! Specjalnie dla was, za to że jesteście tu częściej niż ja, pamiętacie o Magic Home częściej ode mnie, no i ostatnio jest was coraz więcej, tak więc czuwajcie, zaglądajcie i odwiedzajcie blog oraz fanpage ( klik)
Tej wiosny stawiam zdecydowanie na żółto-musztardowe akcenty, zarówno w garderobie jak i we wnętrzu, ale nie tak jak to jesiennie mogłoby się wydawać, tym razem żółty zestawiam z wiosennymi pastelowymi delikatnymi kolorami, plus odrobina militarnej zieleni:)
Tak więc jak pisałam, ja grzebię w garderobie

 

ustalam kolory na ten sezon


Grzebię w naszych wiosennych folkowych skarbach



A także aranżuję swoją przestrzeń do szycia
...to też niebawem ;)


Pisząc to jestem zmuszona grzebać też chwilowo w starym komputerze, dopóki ktoś nie uzdrowi tego właściwego komputera.
Pozdrawiam was wiosennie, i wypatrujcie konkursu;)


niedziela, 26 lutego 2017

Łóżeczko + girlanda DIY

Jakiś czas temu zrobiłam córce łóżeczko dla jej misiów. Powstało ono w całości z tego, co miałam akurat w domu. Postaram się opisać tą pracę w kilku krokach, mam nadzieję ze mi się to uda, biorąc pod uwagę moją tendencję do zawiłego tłumaczenia, nawet tych najprostszych rzeczy.
Do zbudowania łóżeczka potrzebne były mi:
3x deseczki z płyty sklejkowej (te nasze mają 12mm grubości). Dwie o identycznych wymiarach, jedna dłuższa, w szerokości natomiast wszystkie jednakowe.
4x drewniane wsporniki do półek dostępne w sklepach budowlanych, oraz
 12 śrubek
Konstrukcja jak widać jest bardzo prosta. 
Pracę zaczęłam od zaznaczenia ołówkiem na moich pionowych deseczkach wysokość na której chciałabym by znalazły się  wsporniczki, oraz ich szerokość(po to żeby śrubka znalazła się dokładnie po środku ich grubości). 
Zaznaczyłam sobie wszystkie miejsca w których miały być przykręcone śrubki.
Przywierciłam 4 wsporniki od góry pionowych desek, a następnie do nich, od dołu tą poziomą deskę. Na koniec przezornie dowierciłam jeszcze poziomą deskę do tych bocznych od zewnątrz, na wszelki wypadek gdyby dzieciom zachciało się włazić do środka... i miałam rację.
Łóżeczko ma wymiary 38cm wys. x 24 szer. x 36 dł.
Gotowe łóżeczko trzeba było pomalować. Zazwyczaj stronię od fioletu i jego pochodnych, tak tym razem zapragnęłam żeby właśnie ten kolor, a dokładniej ten odcień jaki widzicie, ubogacił kolorystycznie przestrzeń mojej małej panienki.
Łóżeczko malowałam farbą Dekoral- dziecięca emalia do drewna i metali, kolor biały, który zmieszałam z pigmentami; czerwony, niebieski, różowy i żółty.
Kolor nie mógł być ani odrobinę jaśniejszy, ani ciemniejszy od tego który sobie wymyśliłam, wiec kilka takich prób na spodzie łóżeczka się pojawiło, dopóki nie osiągnęłam tego idealnego odcienia. 



Pościółka powstała także z tego co było w domu. Wzorzyste płótno w orientalny wzór oraz polar Minky, który został kupiony na życzenie córki
 z przeznaczeniem uszycia Buki...





Bez pościeli prezentuje się tak:


Do kompletu mamy też pudełko, które
znalazłam w sklepie typu wszystko za 2 i 5 zł. Mieści się pod łóżeczkiem idealnie, 
Trzymamy w nim garderobę lalek i inne pościółki



Na potrzeby zdjęć zrobiłam też małą girlandkę z trójkątów, a właściwie rombów wyciętych z papieru i zgiętych na pół. Narysowałam kredkami wzorki, a na koniec spięłam spinaczem i przewlekłam przez sznurek. Nic prostszego;)
 Girlanda teraz wisi u Panienki w domku. 
Tak więc moi drodzy, można girlandę kupić, można uszyć, wydziergać
,wydrukować, albo narysować. Taki dziecięcy surowy odręczny i nieco niedbały efekt jaki osiągnęłam dzięki braku umiejętności rysowniczych nawet mi się podoba;)


  






niedziela, 19 lutego 2017

Przestrzeń niemowlaka + metamorfoza komody

Nad tym jak urządzić kącik Jegomościa nie musiałam się długo zastanawiać, ponieważ przyszedł na świat w samym sercu jesieni. Dokładnie wtedy gdy ostatni upalny dzień ustąpił miejsca złotym liściom i długim wieczorom. To moja ulubiona pora roku, i mogłabym pisać o niej wiele, ale do rzeczy. Najpierw zakochałam się w pościółce o jesiennej tematyce. Następnie wysnułam plany co do komody, która wówczas była biała, i zwykle służy niemowlakom w naszym domu ( klik), a ja ubóstwiam kolorowe akcenty w białych wnętrzach, ze szczególnym umiłowaniem koloru żółtego. Parawan natomiast, to moje marzenie od wielu lat, teraz był koniecznością, ponieważ kącik Jegomościa mieści się w salonie, tam gdzie toczy się nasze codzienne życie; jemy,gotujemy, bawimy się, rozmawiamy, dlatego pomyślałam sobie,że milo byłoby, gdyby jego kącik został odgrodzony, a jednocześnie był blisko mnie w ciągu dnia. Takie rozwiązanie w praktyce sprawdza się świetnie-przynajmniej u nas, biorąc pod uwagę fakt, iż w żadnym kącie mieszkania nie byłoby miejsca na komodę i jego rzeczy, oraz to, że bez problemu zasypia w hałasach. W nocy oczywiście mości się u mojego boku.
Kolejną rzeczą był mobil nad łóżeczko. Tęczowe kulki zapewne pamiętacie (klik). Jako że przy Paniczu sprawdziły się rewelacyjnie, to rozkochana w jesiennej kolorystyce postanowiłam stworzyć jeszcze jeden komplet, zupełnie nowych wyjątkowych i bardziej spersonalizowanych kulek:)
Wędrują z nami wszędzie, były nawet w szpitalu, kiedy powaliło nas zapalenie płuc. 
Takie kuleczki to dobre rozwiązanie, bawią, wyglądają, i są bezpieczne dla obolałych dziąsełek. Niezwykle miło się je robiło, i gdyby nie fakt, że trzeba poświecić im dłuższą chwilę, to mogłabym takie produkować na szerszą skalę... chociaż i o tym się pomyśli;)
Na pseudo półkach stoją książeczki, wisi szop-termofor- przydał się kilka razy przy kolkach, oraz zaopatrzenie niemowlęce.
Tu też w sam raz wpasował się łazienkowy regalik z Ikei. Służy dzielnie, a ze względu na drobne gabaryty, pozostaje neutralny pod względem estetycznym nawet w salonie.
No i co dziecko, to nowa chusta. Taka już u mnie tradycja, a tej żółtej Sensimo nie mogłam się oprzeć. I choć po trzecim porodzie kości już nie te same, to często chusta ratuje mnie w codzienności Matki Polki:)













  












sobota, 11 lutego 2017

W królestwie Panienki

Minął rok od ostatniego wpisu... Nie taki był plan, życie zaskakuje mimo iż czasem możemy się spodziewać pewnych niespodzianek...


Taaaak, ciąża zazwyczaj jest doskonałym czasem na nadrobienie blogowej aktywności, jeśli oczywiście kondycja fizyczna na to pozwala. Mnie natomiast prawie z dnia na dzień opuściły siły, a codzienne obowiązki stały się wystarczającym wyzwaniem, by wybić z mojej głowy wszelkie twórcze zapędy.Do tego te nieustające mdłości... Tym oto sposobem wszystkie nadprogramowe rzeczy zostały odwleczone o rok. 
W tym miejscu muszę was przeprosić drodzy czytelnicy, iż kazałam wam tyle czekać na kolejny wpis:
Przepraszam
 Jednak jestem przemiło zaskoczona, że przez ten czas tu zaglądaliście.
Dziś zwarta i gotowa do działania, z głową pełną pomysłów witam i zapraszam w progi małego uroczego domku naszej Panienki. Wybaczcie krzywe kadry, nieostre zdjęcia,nieudolną obróbkę itd., przez rok nie posługiwałam się aparatem...no można zapomnieć to i owo.













Co do konstrukcji, wszystko opiera się na ramie piętrowego łóżka, które zbudował mój mąż. Szerokie pod wymiar materacyka dla średniaków, czyli 70 cm, w długości 2 m, celowo dłuższe niż materacyk, żeby schodki zmieściły się wewnątrz konstrukcji. Jednego letniego weekendu zmobilizowałam się na pomalowanie ścianek na różowo, dzięki czemu wnętrze stało się przytulne. Wierzcie mi, wbić się tam z 7 miesięcznym Jegomościem w brzuchu łatwo nie było. Wysokość ''parteru'' na dole to ok 150 cm,a ja mam aż 160 cm...;), także krzyż później dawał się we znaki.








Teraz za domkiem panienki stoi nieskończony jeszcze domek panicza, Widać na jednym ze zdjęć przez okienko, że tam jego rewir się zaczyna, a że jego to jego i mama nie rusza, to znowu szerszego kadru pokoju wam nie pokażę, żeby się nie wydało zbyt wiele.