wtorek, 11 kwietnia 2017

Ładuję baterie

Za mną ciężki i pracowity tydzień. Chyba dopiero dziś udało mi się odespać Jarmark Wielkanocny w naszej okolicy. Relacji  niestety nie będzie, bo nie zrobiłam żadnych sensowniejszych zdjęć, ale napisze tylko tyle, że dumna jestem, udało mi się, a z trójką pociech to nie lada wyczyn. Jednak przy odpowiednim zacięciu, wszystko da się zrobić, i to tylko na dwóch kawach dziennie. Następnym razem wrzucę pamiątkową fotę zająców, które się ostały, a które to uszyłam na tę okazję. Przede mną również ciężki tydzień, jak to zwykle przed świętami bywa. Nie  żebym miała czas na cykanie pustych fotek, ale w  ramach porządków wiosenno-przedświątecznych, znalazłam te zdjęcia, jeszcze z poprzedniego mieszkania. Jak one się uchowały? Zupełnie zapomniałam o ich istnieniu, a na ten czas jak znalazł, bo właśnie rozkochałam się w czerwieni i folkowo orientalnych wzorach, choć po woli ustępują już w mojej głowie bardziej wakacyjnym, palmowym i zielonym klimatom;). Kubek i filiżanka zakupione w jakimś markecie. Pamiętam,  że urzekły mnie, i do dziś to jedne z moich ulubionych skorupek. Tak więc relaksuję się, nabieram energii patrząc na tę czerwień i wypoczywam po ciężkim dniu. Dziś, za uprzejmością sąsiadki, zbudowałam z palety ławkę balkonową, a nie łatwo było ją rozbroić. Do tego najmłodszy Jegomość nie toleruje, kiedy znikam mu z pola widzenia ;). Jeszcze tylko szlif, bejca,  cieplejsza pogoda i będę mogła się wam pochwalić:)
Żegnam się przedświątecznie.

Do następnego ;)