niedziela, 27 maja 2018

Kąt twórczości w Stanie Amazonia

Witam, po raz kolejny w tym roku... Wiecie, tak mi głupio, każdy post zaczynać zdaniem :" Heeej, sorry za tak długą przerwę...nananana..., obiecuję pisać częściej...", bo to ohydne nabijanie ludzi w butelkę...Więc tak sobie myślę, że tym  razem napiszę tak : mój blog zapadł w wiosenno-letni sen. Widzimy się jesienią... No i na prawdę, śpi jak ten suseł,...zupełnie jakby go nie było... Aż szkoda budzić.., ale wiem, że coś Wam tu naobiecywałam ostatnio, namydliłam oczy, że poza tym że będę częściej i bla bla bla , to jeszcze jakieś klimatyczne diy ma być i w ogóle, a później bezczelnie sobie poszłam. Zawinęłam kiece, i pobiegłam bujać w hamaku, urządzać hawana party, staczać się pod palmowe biurko w poszukiwaniu pełnej butelki Malibu. Zniknęłam w czeluściach jakiegoś dziwnego świata, tego co to odbywa się poza monitorem, i zwie się rzeczywistością....btw cóż za abstrakcyjna nazwa... Namiętnie i bez najmniejszych wyrzutów sumienia oddawałam się dumnie brzmiącej pasji malarskiej , z nadzieją że "tym razem będzie z tego obraz... albo chociażby obrazek"...marzyłam mażąc. Podglądałam też czasem wnętrza innych bloggerów, pamiętając, że ja też kiedyś prowadziłam bloga... Dni mijały, tak szybko, że czasem myślałam, że któreś z mych dzieci zapala i gasi światło, czasem krzyczałam, żeby przestali to robić, ale nie działało...później się wydało że to noc i dzień się zmieniają...Zapuszczałam się w beztrosce coraz bardziej, tak bardzo, że nawet ten róż pastelowy zamienił się w zgniłą zieleń, a wokół mnie wyrosły góry..., i palmy...
a w ogóle to gdzie ja jestem...?
Eeee, kto by się tym martwił...jest mój ulubiony klimat, jest miejsce do tworzenia, 






...są stare bibeloty 


...i nowe nabytki (ten szklany zraszacz nadal mnie pociąga), 


moje nędzne wypociny, 




...mmm, i ta Diva, po której gen hawajskiego dumania, rozmiar xxs, natura i talia osy zostały mi dane...moja babcia. Moja twórcza dusza, która zawsze przodowała w pomysłach, oryginalnych strojach, furiach, rzucaniem do celu, rzucaniem piłką do celu, stojąc do niego tyłem, rzucaniu talerzami w dziadka i w innych sportach.


I Himena (papuga), z którą przeżywamy każdą sekundę meksykańskich telenowel. Czasem razem płaczemy, czasem zastanawiamy się kto jest kim, lub kto tym kimś będzie, czasem po prostu jemy czipsy...


...i Alfonso, hoola se ze swoimi małpami,


...i moje robione kubki boho na pędzle i inne...


...i to słowo, najbardziej hardcorowe i nieprzyzwoite w całej Norwegii...
FIFAN... Mąż, który już prawie został był norwegiem, czasem mnie zruga, że tego się tak nie pisze, ale no co? Wszyscy wiedzą przecież, że ja 
PISZĘ jak SŁYSZĘ...


...i  kubek, który pozuje na taki z kawą, ale nie da się z niego już wypić kawy, bo kiedyś przypaliło mu się dno i teraz przecieka trochę. Ale ciii, nie mówcie nikomu, bo na instagramie wszyscy myślą że tam kawa była, a ja się przecież nie przyznam do takiej głupoty, że zostawiłam go na włączonej płycie...Ale pozuje ładnie. Jak znajdę gdzieś taki sam, to wymienię na lepszy model. Bez żalu, bez sentymentu...po co się przypalał?  


Jest tak jak lubię, tak jak w mojej głowie. Tam jestem w Stanie Amazonia;) 


No i pierdzielniczek, tak akurat nie lubię, ale jakoś zawsze sam wychodzi...



Ale nie smutajcie, ten magiczny klimatyczny DIY będzie, tylko muszę go naprawić, bo mi dzieci zepsuły, zanim wyjęłam aparat...



2 komentarze :

  1. Przepiękny styl :) Uwielbiam takie klimaty natury, dużo roślin, egzotyczne wzory i ekologia:) Przy urządzaniu naszego domu jak pojawiło się pytanie jaki materac wybrać to wiedziałam od razu że będzie ekologiczny :)

    OdpowiedzUsuń