niedziela, 3 lutego 2013

Krzesełko do karmienia

Krzesełko do karmienia nabyłam jakiś czas temu. Podobno pochodzi z początku XX wieku, i było w pewnej rodzinie od nowości. Dźwigało na sobie ciężar kilku pokoleń radosnych, wiercących się, skrobiących je ząbkami, czy też marudzących dzieci. Czy to prawda? Wie jedynie poprzedni właściciel krzesła. Kupiłam je w stanie baaardzo dobrym jak na tyluletnią żywotność, a za śmiesznie małe pieniądze. Nie wymagało nawet odświeżania, ale niestety kolor...nie odpuściłam, i starłam czerwoną bejcę...starłam-łatwo napisać.W rzeczywistości była to kilku tygodniowa walka przy pomocy papieru ściernego, najpierw nr100, ale okazał się za drobny, najlepiej sprawdził się 80, momentami 60.Na koniec 100 się przydał-głównie przy doszlifowywaniu w kątach między rurkami. Gdyby to był prosty mebel typu stół np. ale to ustrojstwo ma tyle rureczek, zagięć i kącików że głowa boli. No i fakt pylenia...tylko głupek robił by to w łazience, i tym właśnie głupkiem ja jestem, ale co tam, się posprzątało, i jest jak dawniej. Wracając do krzesełka.U jego podstawy jest blat, ponieważ jest rozkładane, w ten sposób, że zgina się je w pół, nóżki razem z blatem idą do góry, i dziecko ma siedzisko i stoliczek do zabawy, rysowania itp.Ja ten blat odkręciłam, a właściwie mąż mój, i albo przykręcimy na to miejsce jakiś nowy, albo zetrę i pomaluję ten oryginalny. Zatem nie wszystko jeszcze skończone,  jednak już się nie mogłam doczekać, żeby tym dziełem się pochwalić, może nie koniecznie ze względu na efekt, jest jaki jest, ale tyle się nad nim napociłam, że hoho.

 Stan wyjściowy:




 Starta bejca- dałam rade tylko do takiego stopnia.wymiękłam, i w dodatku nie udokumentowałam łysego mebla, ale znalazłam fotę z modelką w gratisie;)



No i teraz hit- wyfrezowałam je!A że krzywe i jakieś niedorobione, to już nie ważne.Jak na mnie chyba lepiej wyjść nie mogło...a może mogło?
Tu początkowy zarys




 a tu pogłębiony i wyrównany i pomalowany frez, oraz krzesełko










W pełnej krasie. Początkowo chciałam po prostu je pobielić, dlatego ścierałam je bardzo dokładnie, no i bez sensu się aż tak męczyłam, bo i tak stwierdziłam, że pomaluje je całkowicie na biało. Wyszedł mi (choć nie zamierzony-nie w tym stopniu) efekt przecierki.


 A tu pierwszy raz księżniczka, na swoim wymalowanym i odpicowanym tronie. Jeszcze nawet w pidżamce:D


 Jak widać jej się podoba, a to najważniejsze.



15 komentarzy :

  1. Jak już wspomniałam: krzesełko jest boskie!
    Te frezy dodały mu niezwykłego charakteru.
    I podziwiam ogrom pracy jaki włożyłaś, by doprowadzić je do takiego wyglądu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No,ciężko było,i nawet trochę przypakowałam przy ścieraniu go:)

      Usuń
  2. Mam identyczne krzesełko dla mojego malucha. Wykopałam je z piwnicy. Wcześniej korzystałam z niego ja, mój brat i dwóch kuzynów. Też było czerwone, ale również przemalowaliśmy je na biało. Sprawdza się idealnie. Widzę, że księżniczce bardzo wygodnie :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. No zobacz, a ścierałaś też tą bejcę/farbę? Swego czasu podobno były te krzesełka bardzo popularne, mój mąż i jego kuzynki też takie miały:)Mi się bardzo podoba ten kształt, a w bieli chyba im najlepiej, jeszcze pobielone, i lekko przyciemnione mogłoby być fajne.Może jeśli zechcesz kiedyś się pochwalić,to koniecznie mi podlinkuj:D Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, kiedyś wypatrzyłam takie na śmietniku - uwielbiam szperać :) ale okazało się służyć mieszkającemu tam panu :( było żółte, też bym chciała takie dla małego!

    OdpowiedzUsuń
  5. czasem można znaleźć perełki.Ja takie samo pierwszy raz znalazłam na allegro, ale było pomalowane olejna farba, i mąż mi uświadomił jak usuwa się ten specyfik, wiec mi się odechciało, ale że mebel już podbił moje serce, to szukałam gdzie się dało, aż znalazłam na tablicy.pl. Był wybór duży, ja wybrałam najtańsze, i bejcowane. Jeszcze można takie znaleźć, wiec nie wszystko stracone:)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale Ty jesteś zdolniacha, no, no.
    Krzesełko rewelacyjne i te frezy!ja bym się chyba nie odważyła.
    Księżniczka piękności- pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nooo to się naszlifowałaś!!! ale ręcznie? bo ja ze szlifierką wyskakuję na dwór ;)
    co do koloru, to ja bym chyba tylko lekko przetarła bielą - ale ja tak mam ;)
    samo czerwone krzesłeko nie jest takie złe, choć lepiej w farbie by mi się widziało niż w bejcy... no i koniecznie dorób blacik, Anielce ustawiam zabwaki i się nimi bawi :>
    Pozdrawiam obie Panie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ręcznie...więc szlifierka już jest na mojej liście do kupienia. A blacik jednak oryginalny przykręcę.Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam również:)

      Usuń
  8. O jaaaa - czapki z głów za to szlifowanie i za ten frez! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. frez jest krzywy, ale dziękuję ślicznie:)

      Usuń
  9. takie czerwone też fajnie się komponowało. Pięknie u Ciebie, mimo, że zupełnie nie mój styl ;-) Ja bardziej modern, ale doceniam Twój trud i zapał, bo swego czasu sama zasuwałam z papierem ściernym :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Wygląda fantastycznie. Mnie też już niedługo będzie potrzebne takie krzesełko do karmienia dzieci. A ten kolor poezja. Też takie poproszę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gdzie tam w początku wieku... Tata kupił mi takie w sklepie, w 80. gdy się urodziłam ;-) Tez odchowało kilkoro dzieci! Włąsnie do mnie wróciło. Było czerwone, z naklejka Czerwonego Kapturka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, wiem, one bardzo długo były w produkcji, podobnie jak Syrenki:P Pan sam tak twierdził, że pochodzi z początku wieku, ale ile w tym prawdy, ciężko stwierdzić, tym bardziej, że krzesełko było w stanie bardzo dobrym:)

      Usuń