niedziela, 19 lutego 2017

Przestrzeń niemowlaka + metamorfoza komody

Nad tym jak urządzić kącik Jegomościa nie musiałam się długo zastanawiać, ponieważ przyszedł na świat w samym sercu jesieni. Dokładnie wtedy gdy ostatni upalny dzień ustąpił miejsca złotym liściom i długim wieczorom. To moja ulubiona pora roku, i mogłabym pisać o niej wiele, ale do rzeczy. Najpierw zakochałam się w pościółce o jesiennej tematyce. Następnie wysnułam plany co do komody, która wówczas była biała, i zwykle służy niemowlakom w naszym domu ( klik), a ja ubóstwiam kolorowe akcenty w białych wnętrzach, ze szczególnym umiłowaniem koloru żółtego. Parawan natomiast, to moje marzenie od wielu lat, teraz był koniecznością, ponieważ kącik Jegomościa mieści się w salonie, tam gdzie toczy się nasze codzienne życie; jemy,gotujemy, bawimy się, rozmawiamy, dlatego pomyślałam sobie,że milo byłoby, gdyby jego kącik został odgrodzony, a jednocześnie był blisko mnie w ciągu dnia. Takie rozwiązanie w praktyce sprawdza się świetnie-przynajmniej u nas, biorąc pod uwagę fakt, iż w żadnym kącie mieszkania nie byłoby miejsca na komodę i jego rzeczy, oraz to, że bez problemu zasypia w hałasach. W nocy oczywiście mości się u mojego boku.
Kolejną rzeczą był mobil nad łóżeczko. Tęczowe kulki zapewne pamiętacie (klik). Jako że przy Paniczu sprawdziły się rewelacyjnie, to rozkochana w jesiennej kolorystyce postanowiłam stworzyć jeszcze jeden komplet, zupełnie nowych wyjątkowych i bardziej spersonalizowanych kulek:)
Wędrują z nami wszędzie, były nawet w szpitalu, kiedy powaliło nas zapalenie płuc. 
Takie kuleczki to dobre rozwiązanie, bawią, wyglądają, i są bezpieczne dla obolałych dziąsełek. Niezwykle miło się je robiło, i gdyby nie fakt, że trzeba poświecić im dłuższą chwilę, to mogłabym takie produkować na szerszą skalę... chociaż i o tym się pomyśli;)
Na pseudo półkach stoją książeczki, wisi szop-termofor- przydał się kilka razy przy kolkach, oraz zaopatrzenie niemowlęce.
Tu też w sam raz wpasował się łazienkowy regalik z Ikei. Służy dzielnie, a ze względu na drobne gabaryty, pozostaje neutralny pod względem estetycznym nawet w salonie.
No i co dziecko, to nowa chusta. Taka już u mnie tradycja, a tej żółtej Sensimo nie mogłam się oprzeć. I choć po trzecim porodzie kości już nie te same, to często chusta ratuje mnie w codzienności Matki Polki:)













  












sobota, 11 lutego 2017

W królestwie Panienki

Minął rok od ostatniego wpisu... Nie taki był plan, życie zaskakuje mimo iż czasem możemy się spodziewać pewnych niespodzianek...


Taaaak, ciąża zazwyczaj jest doskonałym czasem na nadrobienie blogowej aktywności, jeśli oczywiście kondycja fizyczna na to pozwala. Mnie natomiast prawie z dnia na dzień opuściły siły, a codzienne obowiązki stały się wystarczającym wyzwaniem, by wybić z mojej głowy wszelkie twórcze zapędy.Do tego te nieustające mdłości... Tym oto sposobem wszystkie nadprogramowe rzeczy zostały odwleczone o rok. 
W tym miejscu muszę was przeprosić drodzy czytelnicy, iż kazałam wam tyle czekać na kolejny wpis:
Przepraszam
 Jednak jestem przemiło zaskoczona, że przez ten czas tu zaglądaliście.
Dziś zwarta i gotowa do działania, z głową pełną pomysłów witam i zapraszam w progi małego uroczego domku naszej Panienki. Wybaczcie krzywe kadry, nieostre zdjęcia,nieudolną obróbkę itd., przez rok nie posługiwałam się aparatem...no można zapomnieć to i owo.













Co do konstrukcji, wszystko opiera się na ramie piętrowego łóżka, które zbudował mój mąż. Szerokie pod wymiar materacyka dla średniaków, czyli 70 cm, w długości 2 m, celowo dłuższe niż materacyk, żeby schodki zmieściły się wewnątrz konstrukcji. Jednego letniego weekendu zmobilizowałam się na pomalowanie ścianek na różowo, dzięki czemu wnętrze stało się przytulne. Wierzcie mi, wbić się tam z 7 miesięcznym Jegomościem w brzuchu łatwo nie było. Wysokość ''parteru'' na dole to ok 150 cm,a ja mam aż 160 cm...;), także krzyż później dawał się we znaki.








Teraz za domkiem panienki stoi nieskończony jeszcze domek panicza, Widać na jednym ze zdjęć przez okienko, że tam jego rewir się zaczyna, a że jego to jego i mama nie rusza, to znowu szerszego kadru pokoju wam nie pokażę, żeby się nie wydało zbyt wiele.

środa, 3 lutego 2016

O domku w świątecznym wydaniu

Tu na nowym dzieci mają wreszcie własną przestrzeń, niewielką na ich dwoje, ale wystarczającą. Mimo to, zdecydowaliśmy z mężem zbudować im dom. Taką chatkę skrzatkę z prawdziwego zdarzenia. Od deski do deski domek stawał się rzeczywistością. Zdolnego mam męża, o taaak, a na samej górze jeszcze zaistniała sypialnia panienki. Panicz póki co w łóżeczku sypia, lecz nie bawem i on awansuje piętro wyżej... Na dole powstanie prawdziwy warsztat małego pomocnika taty! Takie mam sobie marzenie...











Dziecięce wariacje... Obyśmy przetrwali.



Mama marzenie swoje spełniła, sprawiła dzieciom samolot;P



A ten regalik od początku do końca jest mojego autorstwa, od śrubki, po ostatnie maźnięcie pędzlem. Pochwalić się muszę, bo dumna jestem że żyję i nic sobie nie zrobiłam, a  i efekt jakiś jest. Tylko sąsiadka stukała.



I to by było na tyle relacji (po)świątecznej. Już luty, ozdoby pochowałam, w przyszłym roku  mam nadzieję, pokażę więcej świąt. Koniec oglądania się za siebie. Pora na nowe inspiracje i świeże spojrzenie do przodu w kierunku łąki, kwiatów, słońca i radośniejszej nuty:)
Uściski:)