Nad tym jak urządzić kącik Jegomościa nie musiałam się długo zastanawiać, ponieważ przyszedł na świat w samym sercu jesieni. Dokładnie wtedy gdy ostatni upalny dzień ustąpił miejsca złotym liściom i długim wieczorom. To moja ulubiona pora roku, i mogłabym pisać o niej wiele, ale do rzeczy. Najpierw zakochałam się w pościółce o jesiennej tematyce. Następnie wysnułam plany co do komody, która wówczas była biała, i zwykle służy niemowlakom w naszym domu ( klik), a ja ubóstwiam kolorowe akcenty w białych wnętrzach, ze szczególnym umiłowaniem koloru żółtego. Parawan natomiast, to moje marzenie od wielu lat, teraz był koniecznością, ponieważ kącik Jegomościa mieści się w salonie, tam gdzie toczy się nasze codzienne życie; jemy,gotujemy, bawimy się, rozmawiamy, dlatego pomyślałam sobie,że milo byłoby, gdyby jego kącik został odgrodzony, a jednocześnie był blisko mnie w ciągu dnia. Takie rozwiązanie w praktyce sprawdza się świetnie-przynajmniej u nas, biorąc pod uwagę fakt, iż w żadnym kącie mieszkania nie byłoby miejsca na komodę i jego rzeczy, oraz to, że bez problemu zasypia w hałasach. W nocy oczywiście mości się u mojego boku.
Kolejną rzeczą był mobil nad łóżeczko. Tęczowe kulki zapewne pamiętacie (klik). Jako że przy Paniczu sprawdziły się rewelacyjnie, to rozkochana w jesiennej kolorystyce postanowiłam stworzyć jeszcze jeden komplet, zupełnie nowych wyjątkowych i bardziej spersonalizowanych kulek:)
Wędrują z nami wszędzie, były nawet w szpitalu, kiedy powaliło nas zapalenie płuc.
Takie kuleczki to dobre rozwiązanie, bawią, wyglądają, i są bezpieczne dla obolałych dziąsełek. Niezwykle miło się je robiło, i gdyby nie fakt, że trzeba poświecić im dłuższą chwilę, to mogłabym takie produkować na szerszą skalę... chociaż i o tym się pomyśli;)
Na pseudo półkach stoją książeczki, wisi szop-termofor- przydał się kilka razy przy kolkach, oraz zaopatrzenie niemowlęce.
Tu też w sam raz wpasował się łazienkowy regalik z Ikei. Służy dzielnie, a ze względu na drobne gabaryty, pozostaje neutralny pod względem estetycznym nawet w salonie.
No i co dziecko, to nowa chusta. Taka już u mnie tradycja, a tej żółtej Sensimo nie mogłam się oprzeć. I choć po trzecim porodzie kości już nie te same, to często chusta ratuje mnie w codzienności Matki Polki:)



































































